Krem CC - jego nazwa pochodzi od skrótu słów Color Control Cream lub Color Correction Cream.
Taki kosmetyk jest bardziej kryjący od kremu BB, ponieważ przeznaczony jest dla tych z nas, które borykają się z problemami skórnymi, zaczerwienieniami i ogółem kolorystycznych niedoskonałości.
Z założenia skutecznie kryje naczynka i przebarwienia trądzikowe.
Bielenda CC Body Perfector ma nam zapewnić nieskazitelną, piękną i gładką cerę z efektem rozświetlenia, całość ma być zbliżona do efektu "rajstop" w kremie.
Oprócz głównych założeń jakie ma spełniać krem CC producent obiecuje ujędrnienie oraz nawilżenie na 24h - Kwas Hialuronowy, Koenzym Q10, Masło kakaowe, Witamina E.
Nie zawiera parabenów sztucznych barwników ani oleju parafinowego czy PEG - jest odpowiedni dla skóry wrażliwej.
Samo opakowanie jest ładne, eleganckie, ze złotymi wstawkami - moim zdaniem nawiązują one do złotawego, zdrowego połysku uzyskiwanego na skórze.
Tubka ma 175 ml, kosmetyk nadaje się do uzytku przez 6 miesięcy od momentu otwarcia. Kupujemy go zapieczętowanego folią, więc bez obaw, że mógł być wcześniej otwierany.
Konsystencja kremu jest przyjemna, odczuwalnie wodnista - nietłusta.
Wyraźnie zabarwiona, na pierwszy rzut oka dość ciemna, w świetle dziennym można dostrzec połyskujące mikrodrobinki - nie jest to jednak typowy brokat.
Kolor kremu łagodnieje podczas rozsmarowywania, pełni funkcję przede wszystkim kryjącą, nie tworzy maski na skórze, ale mimo wszystko delikatnie nadaje jej koloru.
Dopasowuje się do każdego rodzaju karnacji.
Jest bardzo wydajny! Wystarczy naprawdę mała ilość kosmetyku, żeby pokryć nim przedramiona (dokładnie tyle ile na zdjęciu poniżej, aby pokryć jedno całe przedramię), dobrze rozsmarowuje się.
Można go stosować na skórę całego ciała - twarz, ramiona, plecy, nogi.
Krem bardzo ładnie pachnie, ma wręcz perfumeryjny zapach.
Łatwo rozprowadza się, szybko zasycha, nadaje skórze lekko opalonego koloru - nie jest to jednak samoopalacz! Spokojnie, to tylko wspominany przez producenta efekt "rajstop w kremie".
Kryje niedoskonałości, nadaje skórze na prawdę zdrowego wyglądu, jak wtedy gdy łapiemy pierwsze promienie słońca - skóra jest miękka, świeża i pięknie zarumieniona, jest to jednak nadal efekt stonowany, niekrzykliwy.
Na dłoni zgromadziło się sporo drobinek, radzę więc dokładnie je wytrzeć po aplikacji ;)
W pozostałych miejscach powstała pięknie mieniąca się satynowa warstwa zdrowego kolorytu.
Podsumowując:
+ piękny zapach+ eleganckie opakowanie
+ przyjemna konsystencja
+ delikatny efekt opalenizny
+ na prawdę drobne drobinki
+ odczuwalne nawilżenie
+ cena przy jego wydajności jest dobra (19 zł)
+ trwałość
+ odpowiedni dla skóry alergicznej
+ bardzo lekka konsystencja
+ nie tworzy maski
+ dobrze się rozprowadza
+ zawiera filtry UV
Minusów póki co nie widzę, jest jedna uwaga neutralna - przy rozprowadzaniu kosmetyku trzeba zwrócić uwagę aby nie pozostawić wyraźnych smug, ponieważ kosmetyk szybko się wchłania, mogą pozostać nieestetyczne plamy, ale jest to do opanowania już podczas pierwszej aplikacji. :)
Jestem z niego zadowolona, dam Wam znać jak kwestia barwienia ubrań - czy w ogóle ma miejsce (spray z drobinkami z Sephory niestety to robił).
Na pewno dodam aktualizację :)
Polecam na studniówki, a przede wszystkim Walentynki! ;)
Aucun commentaire:
Enregistrer un commentaire