Ze względu na kiepski stan moich ust, spowodowany zmianami temperatury na zewnątrz kupiłam karmelowe masełko do ust Nivea.
Zazwyczaj używam pomadek, lub Carmexu w tubce, gdy zobaczyłam owo masełko skusiłam się wizją przetestowania nieznanego :P
Cena tego produktu to 9,99 zł w Rossmann'ie.
Jeżeli chodzi o wielkość - pojemniczek ma 19 ml, porównując do pomadki, która ma 5,5ml i kosztuje 7,99 zł w tym samym sklepie, bardziej opłaca się kupić masełko.
Ale czy opłacalność ze względu na koszta przenosi się także na jakość?
Otóż powiem Wam, że jestem zaskoczona. Pozytywnie.
Oto moje zmęczone panującym miksem zimna, ciepła i deszczu usta.
Po nałożeniu minimalnej ilości masełka wyglądają zdrowo, są cudownie miękkie i pysznie pachnące ;) Polecam z całego serca! Ulga gwarantowana.
Przed nałożeniem NIE robiłam peelingu warg, choć pewnie powinnam, ale efekt i tak jest powalający, czegoś takiego nie dał mi nawet słynny Carmex(!).
(wybaczcie brak wyrazistości moim niesamowicie bladym z natury wargom :P)
Oprócz dobrze trafionego zakupu, jakim okazało się masełko nabyłam także dwie pary sztucznych rzęs w kępkach (9,99 zł każda) - to w temacie nadchodzących studniówek i makijaży, które będę wykonywała w tym okresie na zamówienie ;)
Komplety co prawda zawierają kleje (które moge dla Was sprawdzić, sama zazwyczaj nie ufam tym dodawanym do opakowań rzęs poniżej 100 zł - złe doświadczenia), ale dokupię jeszcze Duo lub fiolkę Inglota.
Na koniec pokażę Wam mój deser ostatnich dni :D
Banan pokrojony w kostkę, madnarynka / kiwi, jogurt naturalny 1% + odrobina cukru wanilinowego na wierzch dla osłody i zapachu.
Mówię Wam - niebo w gębie!
_________________________________________________________________
A no i tak wyglądałam w sylwestra, którego plany zmieniłam w niemalże ostatniej chwili i spędziłam z dobrym kolegą, którego pozdrawiam ;P
Aucun commentaire:
Enregistrer un commentaire