Wielofunkcyjny rozświetlacz firmy The Balm - Mary Lou Manizer.
Jest wielofunkcyjny, ponieważ może posłużyć nam za:
- cień do powiek
- rozświetlacz
- nabłyszczacz
Można go nanosić wedle potrzeby na:
- kości policzkowe
- powieki
- całą twarz
- dekolt i ramiona
Nadaje skórze zdrowe, subltelne podkreślenie. Cera sprawia wrażenie nawilżonej, jędrnej i posiadającej inne oznaki charakterystyczne dla cery młodej.
Swój zakupiłam w mintishop.pl w cenie 64,90 zł.
Przyszedł porządnie zapakowany w duży karton, wyłożony folią bąbelkową. Sam kosmetyk owinięty był uroczym, pięknie pachnącym papierem.
Rozświetlacz The Balm to jedna z tych rzeczy, o których się wiele słyszy, widzi się piękne efekty na zdjęciach, aż w końcu tak bardzo chce się go mieć, że jego cena czy dość problemowa dostępność nie gra roli.
Gdy tylko przyszedł pospiesznie rozpakowałam paczkę i od razu musiałam go wypróbować! (:
Opórcz składu na odwrocie opakowania z lusterkiem znajdziemy instrukcję przechowywania oraz wskazanie do użytku zewnętrznego.
Kosmetyk posiada wytrzymałe, urocze i poręczne opakowanie z lusterkiem.
Z tyłu zewnętrznego opakowania znajdziemy między innymi skład i kod qr, który po zeskanowaniu przeniesie nas do strony z wideo-tutorialem dotyczącym używania rozświetlacza.
Jego kolor jest niesamowicie uniwersalny, nadaje się dla każdego koloru i odcienia skóry (do wszystkich typów - zarówno ciepłych i zimnych) - mi kojarzy się z kolorem szampana.
Ma w sobie mnóstwo mikrodrobinek - sa na prawdę mikro, nie jest to żaden cięzki brokat! - które pięknie rozświetlają skórę, nadają jej blasku i dają wrażenie dobrze nawilżonej cery.
Co zaskoczyło mnie najbardziej, to jego wydajność. Wystarczy delikatnie musnąć opuszkiem powierzchnię rozświetlacza i od razu okazuje się, że już jest go za dużo (:
Po roztarciu takiej ilości kosmetyku pomiędzy palcami zrozumiałam, że jest piekielnie wydajny, spójrzice same!
Przy pomocy sprzętu fotograficznego, który posiadam, ciężko było mi uchwycić rzeczywisty blask nadawany skóze przez kosmetyk.
To co udało mi się zarejestrować zamieszczam poniżej - jest to minimalna ilość rozświetlacza, naniesiona przy pomocy pędzla do różu.
Pierwsze zdjęcie wykonane w sztucznym świetle 5400K.
Drugie w świetle dziennym, przy nieco pochmurnej pogodzie.
Zbliżenie jest ogromne, jak zauważyłyście widoczne sa już nawet pory skóry - ale nadal niewidoczne są drobinki rozświetlacza, jak wcześniej wspomniałam są na prawdę mikro (:
Podsumowując!
Jestem bardzo zadowolona z nowego nabytku!
Jest zdecydowanie wart swojej ceny.
Ze swoją wydajnością starczy mi na naprawdę długi czas. (:
Wszystko co obiecuje producent, jest prawdą - warto się przekonać.
Jedynym problemem była jego dostępność - musiałam zamówić go przez internet, bez uprzedniej mozliwości sprawdzenia go.
Nie znaczy to, że jest w ogóle niedostępny w sklepach w centrach handlowych - można go znaleźć między innymi w Marionnaud, którego niestety już nie ma w moim mieście.
Od dziś rozświetlacz Mary Lou Manizer będzie niodłącznym elementem mojego makijażu! (:
Aucun commentaire:
Enregistrer un commentaire