Za nami Halloween, nietuzinkowy dzień dla ludzi różnych poglądów – od trendów, kultury zachodu po inspiracje związane z wierzeniami.
Dla mnie był to wyjątkowy dzień, ponieważ po raz pierwszy w życiu „obchodziłam” Halloween i to nie z byle kim (:
Słowo „obchodziłam” umieściłam w cudzysłowie, ponieważ ograniczyliśmy się do zabawy jedynie z przebraniem i charakteryzacją, po czym udaliśmy się na wieczorny spacer ulicami Starego Poznania.
Ale może od początku. Zaczęło się na 3 dni przed Halloween od przymierzenia soczewek i wybrania właściwej kombinacji.
Następnie zaczęła się zabawa z kosmetykami do charakteryzacji. Chcieliśmy być pewni, że wiemy co robimy i znaleźć interesujące nas efekty (:
Zaczęłam od otwartego złamania nosa (wosk, lateks, krew i kolorowe kosmetyki) i podbitego oka.
Po chwili stałam się ofiarą Antonego (:
Zafundował mi dziurę w policzku (wosk, krew, kolorowe kosmetyki).
Gdy już skończyliśmy z twarzami, zauważyliśmy, że mamy wolne miejsca na dłoniach, więc padło na nie!
Antony ucharakteryzował moją dłoń na poparzoną do ścięgien (ręcznik papierowy, lateks, krew).
Ja z kolei „zaraziłam” go zaawansowanymi bąblami po ugryzieniu zombie (ręcznik papierowy, lateks, kolorowe kosmetyki).
P.S. Zanim lateks zastygł, Antony musiał siedzieć tak dobrą godzinę.
A taki był efekt końcowy, warto było tyle czekać? Myślę, że tak (;
Okazało się, że lateksowa rana idealnie odkleiła się od dłoni, więc zachowaliśmy ją, jako gotową ranę – można dokładnie takie same kupić w sklepach, a nam się udało stworzyć własną (:
Nasza wstępna zabawa z charakteryzacją na chwilę ustała – przyszła pora na dynie!
Również pierwsze w naszym życiu, Halloweenowe dynie. Mówię Wam – nigdy nie jest za późno (;
Operacje dyni przebiegły bez komplikacji. Ich stan był stabilny.
Po godzinie (nie jest to takie łatwe!) udało się nam wyskrobać i pociąć dynie według naszych wizji (:
W moim przypadku projekt był oczywisty - świnia!
Antony zainspirował się jedną z postaci z anime.
Dynie skończone, pora na właściwą charakteryzację!
Zaczęłam od Antonego – blizna z collodium, nasza „gotowa” rana i…
Antony wpadł na genialny pomysł (według sugestii brata) żeby użyć papieru ryżowego na mokro…
Na początku się obawiałam, że gdy zaschnie to stwardnieje i pod wpływem ruchów mimicznych po prostu odklei się.
Okazało się, że spisał się lepiej niż wosk! Byłam pod wrażeniem, polecam!
Po zaschnięciu (papier wciąż pozostawał miękki i lepki) przyszła pora na kamuflaż kolorowymi kosmetykami i krew.
Dodałam też cień pod brwiami aby nadać nieco bardziej złowrogiego spojrzenia.
Gotowy makijaż prezentował się przerażająco i był całkiem komfortowy w noszeniu.
Jak przyznał sam model – chronił trochę przed zimnym powietrzem (;
No to w końcu przyszła pora na mnie – zaczęłam od collodium na blizny.
W mojej charakteryzacji całkowicie zrezygnowałam z podkładu – blizny wyglądają po prostu lepiej.
Jako, że podczas mojego makijażu byliśmy już w małym pośpiechu, nie mamy zdjęć krok po kroku ):
Moja charakteryzacja to głównie collodium i konturowanie twarzy (róż & puder HD z Inglota oraz Mary Lou Manizer) + odrobina sztucznej krwi.
Na Facebooku zadałam Wam pytanie, czy podejrzewacie kim będę na Halloween – nikt z Was nie zgadł (;
Przebraliśmy się za lekarzy, którzy wymagają leczenia (:, a Antony był w dodatku w stanie jakiejś zombie infekcji!
Białe kitle, stetoskopy, szklane strzykawki i lateksowe rękawiczki.
I krew. Dużo krwi (;
Boicie się zastrzyków?
Świetnie się razem bawiliśmy i mimo chłodu na zewnątrz bardzo miło nam się spacerowało. Spotykaliśmy się ze świetnymi reakcjami, pytaniami o soczewki, makijaż.
Było zdziwienie, szturchanie znajomych, przerażone dzieci (udaliśmy się na spacer po Starym Browarze) ale głownie jednak szerokie uśmiechy.
Jak Wam minęło Halloween?
Przebieraliście się? Zbieraliście cukierki? A może całkiem obca jest Wam moda z zachodu?
Jestem ciekawa Waszych charakteryzacji i przebrań!
Możecie podesłać mi je we wiadomości, a na pewno wrzucę się na Facebooka (:
Aucun commentaire:
Enregistrer un commentaire